Dzienniki motocyklowe... ;)

Opuściłem Sajgon. Udało sie nawet wyjechać bez większych problemów, (pomijając przekładnię biegów) i do tego w jednym kawałku... Generalnie o 8 rano, wszyscy mechanicy jeszcze śpią, wiec do promu dojechałem na "trójce". Przypomniała mi się historia z wyjazdu do Turynu, gdzie miałem problm ze skrzynia,mi przez pół miasta przejechałem tylko na trzecim biegu. Ale tam sprzęgło,dostało mocno w kość.  
Tuż prze samą przystanią udało sie w koncu trafić jakis"zakład" i za pomocą młotka poprawić skrzynię. Jak się pózniej okazało nie na długo. W kazdym razie mogłem spokojnie wjechać na prom, bez obawy Że nie bede miał "luzu" i problemu z odpaleniem... 
Dalej droga wiodła przez małe miasteczka, niestety w połowie trasa szybkiego ruchu... 
Jak juz sie udało zjechać z "głównej" drogi, zatrzymałem się na jakieś jedzenie, i nawet przez chwilę pomyślałem o kawie. Ale po wczorajszej "poezji"... Nic juz nie bedzie takie jak kiedyś...
Tak jak pisałem przekładnia nie wytrzymała długo, iż zostałem tylko z czwartym biegiem... 
Chwile pózniej, coś mnie naszło, i pomyślałem ze warto by zatankować. Jak pomyślałem, to w tym momencie brakło mi paliwa... Uroki jazdy bez działajacych "zegarów". Po kilkudziesięciu metrach pchania, trafiłem na jakieś zabudowania, idalo się kupic 300ml benzyny. To wystarczyło żeby dojechać do stacji, ale juz tylko na "pierwszym" biegu. 
znów szukanie mechanika... Na szczęście w każdej wiosce jest jakiś jeden, alb dwóch... 
Zrobionej, popite sokiem z trzciny cukrowej i dalej w trasę... 
Krajobrazowo zrobiło się ciekawie...
Mijałem po drodze kurze wioski, solne farmy (tym razem juz ze skrystalizowaną solą)
, hodowlę krewetek, i miejsca gdzie smoki "składają" owoce...
A na konnic trafiłem nad morze. Z genialnymi widokami, jak narazie nr.1 mojej Azjii...
I choć wiało tak ,masakrycznie że musiałem ostro walczyć o utrzymanie równowagi i swojego pasa ruchu, to "widok za oknem" był tego wart. Moze uda sie tam jeszcze jutro wrócić... 

Znalezienie taniego hostelu w Wietnamu graniczy z cudem, bo wszystkie hotele są chyba gdzieś głęboko poukrywane. A spanie w "Resorcie" jakoś mi nie odpowiadało... 
Jak już mi się udalo stargować cenę, plecak i na miasto coś zjesc,
Ceny w kanajpach na bulwarze typowo dla ruskich. Menu, i nazwy kanajp w cyrylicy.  Więc plany na See Foods, poszyły z dym, 
Ale zato trafiłem na sajgonki w wersji "Adam Słodowy". Smacznie, choć nie zbyt dużo, ale było i mięso i warzywa... ;)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

8

Baloniki..

27