...czyli moje szwendanie się po świecie z aparatem... Nie zawsze w najtańszej opcji. Ale bez selfie, drogich hoteli, i żarcia w restauracjach... ;)
Miłego czytania.
Bartosz Mrozowski #BartoszMrozowski
Pobierz link
Facebook
X
Pinterest
E-mail
Inne aplikacje
-
Pierwsza próba pakowania... wyszło jakieś 20 kg... Jak sądzę...
Dziś pojechałem zobaczyć słynny U Bain bridge... Czyli najdłuższy most teakowy na świecie. Wstałem o 4, Nino 4.30 byłem umówiony z "mototaxi". Pół godziny jazdy za miasto i jest most... Most jak most...;) przeszedłem go trzy razy zastanawiając się gdzie wschodzi słońce, i jak najlepiej się ustawić z aparatem... Jedyne do r miejsce to tak naprawdę z łodzi... Łodzi nie było, wiec wlazłem po kostki w błoto. W sumie to nie wiem po co... Przecież w necie jest od groma takich fotek, z mnichami w promieniach zachodzącego, czy też wschodzącego słońca... No ale nic to. Przyjechałem, zrobiłem, znalazłem sobie jeszcze kilka innych ciekawych kadrów, i poszedłem na "obchód" okolicy... Taki przedsmak tego co mnie czeka za miastem... Wracając niestety natknąłem się po raz pierwszy w Birmie na turystycznych białasów... Nie ma gorszych "turystów" niż para Europejek po 50... Masakra... Negocjacje z MotoTaxi i powrót do Mandalay. Nie byłem w słynnym klasztorze gdzie setki m...
Dziś była koncepcja na balony. Bo gdzieś doczytałem że Dhace robią balony. No i polazłem szukać. Kolejne kilometry. Droga trochę znana, bo kierunek jak garbarni. Ale tym razem zagłębiłem się po drodze w świat recyklingu. W ruderach, domach, fabryczkach, w hałasie, w ciemnościach, przerabiają odzyskany plastik na wszelkiemu maści produkty. I tak powstają klapki, węże ogrodowe, oprawki,mi diabli wiedz co jeszcze. Praca głownie w malutkich manufakturach, ale widziałem też duże linie produkcyjne. Niestety do sfotografowania słabe. Ciemno i ciasno. Idę dalej. Przechodzę przez most nad czymś co kiedyś było rzeką, a teraz jest wysypiskiem śmieci. Idę na "czuja" bo nie mam pojecia gdzie dokładnie są te fabryki. Google Maps nie pomogło ;) Mijam jakąś jedna niewielka, mało fotogeniczną, ale za chwile trafiam na produkcje "garnków" z amelinium. Znów całe rodziny, i wszystko ręcznie. Ehhh. I tak sobie chodzę, szukam, żar z nieba, setki pytań, krzyków i dziwnych odgłosów (mia...
Rano wyruszyłem poszukać czegoś tańszego do spania. Ale po godzinie bezowocnych poszukiwań odpuściłem. Chyba nie warto aż tak się spinać dla 15zł. Więc znów łaziłem po mieście, podglądając i obserwując jak ludzie żyją i pracują... Jak sprawnie koegzystują, wykorzystując wszystko co mają, i co potrafią. Dostawcy lodu, wody, hurtownie owoców, przypraw, wszelkiej maści przekąsek. Na ulicy można kupic wszystko. Oprócz jedzenia w każdej postaci, warzyw, owoców i całej reszty mięsno/rybnych produktów, po gniazdk elektryczne,zardzewiałe klucze, sprzęt elektryczny i narzędzia. Wszystko rozstawione na ziemi, na małych stoiskach, lub powieszone na ścianie. A wieczorem zwijka, i zmiana na garkuchnie. Wieczorem znów do chinatown, gdzie wczoraj widziałem sparzone pierogi... Skuszony zapachem i wyglądem, postanowiłem spróbować. Znów pyszne... Ale że porcja jak zawsze niewielka, przeszedłem na drugą stronę, gdzie widziałem inny rodzaj pierożków. Gotowanych,takich specjalnych trzcinowych pojemnik...
Komentarze
Prześlij komentarz