Dzień pierwszy...

Na razie bez zdjęć. Muszę ogarnąć problem z WiFi...
W każdym razie wylądowałem... Z twarzy wyglądam jak "pół dupy zza krzaka", tylko mniej blado. Nawet kupiony wynalazek na lotnisku Doha, nie pomaga... A przecież płaciłem dewizami...
Duszno, i smog okrutny... Po kilku chwilach kinol zapchany...
Dostałem swoje w kolejce z wnioskiem o wizę, a potem znów po odbiór. Wiza do Birmy w trybie ekspresowym, ale dużo brzydsza niż Wietnamska... Może dla tego ze tańsza... W każdym razie nauczyłem się jeździć metrem i przechodzić przez jezdnie w "trybie angielsko/włoskim). Ci którzy piszą że kierowcy w Bangkoku jeżdżą jak szaleni, chyba nigdy nie byli w Rzymie, albo nie jeździli po wąskich uliczkach Amalfi... ;) różnica jest taka, że we Włoszech mandaty ucywilizowały kierowców, i Ci uznają światło stop, a na skuterach nie jeżdżą po chodnikach... ;)
W każdym razie przez to zamieszanie z wizą, nie trafiłem dziś w żadne znane miejsce. Ale za to "pobłądziłem" trochę i znalazłem idealne miejscówki. To mnie natchnęło do trochę innego pokazania Bangkoku... Jutro zaczynam focić tak na poważnie... ;)
Nic szczególnego też dziś nie zjadłem, ale za to wieczorem trafiłem na sok ze świeżych pomarańczy. pomarańcze wielkości śliwek, ale smak jakiego nigdy wcześniej nie zaznałem... No może w Maroko wieki temu... Jutro degustuję z granatów, i co tam sie jeszcze trafi...;)
A teraz siedzę w pokoju i słucham  gości którzy grają na gitarze w knajpie na dole...
Pięknie jest...
Spostrzeżenia końcowe...
Warto poćwiczyć przed wyjazdem uda, i pozycję "narciarza".
Tuktuki, są droższe niż taksówka... Jakieś dwa razy. Dla tego ich bojkotuje...
Wychodzi na to ze zrobiłem dziś "spacerem"  jakieś 30km...;)
Tyle na dziś... Jutro wstaje o 5...;)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

8

Baloniki..

27