Posty

Dzień pierwszy...

Na razie bez zdjęć. Muszę ogarnąć problem z WiFi... W każdym razie wylądowałem... Z twarzy wyglądam jak "pół dupy zza krzaka", tylko mniej blado. Nawet kupiony wynalazek na lotnisku Doha, nie pomaga... A przecież płaciłem dewizami... Duszno, i smog okrutny... Po kilku chwilach kinol zapchany... Dostałem swoje w kolejce z wnioskiem o wizę, a potem znów po odbiór. Wiza do Birmy w trybie ekspresowym, ale dużo brzydsza niż Wietnamska... Może dla tego ze tańsza... W każdym razie nauczyłem się jeździć metrem i przechodzić przez jezdnie w "trybie angielsko/włoskim). Ci którzy piszą że kierowcy w Bangkoku jeżdżą jak szaleni, chyba nigdy nie byli w Rzymie, albo nie jeździli po wąskich uliczkach Amalfi... ;) różnica jest taka, że we Włoszech mandaty ucywilizowały kierowców, i Ci uznają światło stop, a na skuterach nie jeżdżą po chodnikach... ;) W każdym razie przez to zamieszanie z wizą, nie trafiłem dziś w żadne znane miejsce. Ale za to "pobłądziłem" trochę i znalaz...

trzynastego...

Wiadomo że 13'tego musiało się coś "wydarzyć".... Budziłem się w nocy idealnie co dwie godziny... Myślałem że to z nerwów, ale poranne spojrzenie w lustro wszystko wyjaśniło... To były trzy rundy z poduszką... I w którejś dostałem sierpem w lewy policzek. Spuchnięte dziąsło i brak pomysłu co dalej... Bo lecieć trzeba. Więc śniadanie, sprawdzenie czy w lodowce nie zostało nic co mogło by śmiej uciec pod moja nieobecność, gaz, korki, i w długą... Szybka odprawa na lotnisku (2min) przed zamknięciem, rentgen (reakcja celnika na sprzęt "o rety"), i celnicy... Chyba jednak nie spuchłem tak bardzo, bo przepuścili bez zastrzeżeń... No i samolot. Jaka miła różnica w porównaniu do "Tanich"... Sporo miejsca na nogi, poduszka, kocyk i DVD w zagłówku... Może  się uda przeżyć te 6h lotu...;););)   O ile żaden ruski żołdak nie popije.... :D
A tak wygląda moja "mapa życzeń"...
Obraz
Pierwsza próba pakowania... wyszło jakieś 20 kg... Jak sądzę... Najwięcej waży "sprzęt"... No ale po to jadę ;)
Obraz
Początek... Jakieś dwa lata temu napisałem sobie karteczkę... Na niej Azja i Kambodża... (tak jakby Kambodża leżała na biegunie). W każdym razie to była taka lista życzeń. I nadal jest. Jednak jedna z pozycji ma szanse się spełnić... Ruszam do Azji.. Pierwotnie miał być miesiąc w Tajlandii... Ale nie znoszę turystów... Japończyków którzy pstrykają jak lemingi, europejczyków którzy włażą zawsze w kadr, i amerykanów z tymi swoimi ipadami... Ogólnie wkurza mnie jak w spokoju nie mogę zrobić zdjęcia ;) No i trafiłem na bloga o Birmie... I tak się zaczęło planowanie... Miesiąc temu. Plan jest ambitny. Birma, Kambodża, Wietnam. W prawie trzy miesiące... Bo jak już człowiek płaci za bilet tyle kasy, to szkoda tego nie wykorzystać... Lecę sam, z aparatem i dobrym nastawieniem. ;) Po raz pierwszy poza Europę. Po raz pierwszy na tak długo... Mam nadzieję że "sraczka" nie pokrzyżuje moich planów.. ;)