Posty

La Isla Bonita...

Obraz
... czyli wyspa Ambergris Caye, a dokładnie San Perdo... To o tej wyspie śpiewała Madonna... Ale to było dawno. Zapewne jeszcze wtedy była to piękna wyspa, z rdzennymi mieszkańcami, którzy zyli w czystym środowisku... Dziś to zupełnie inna wyspa. To "przetwórnia" turystów. Resoty, hotele, prywatne wille. I gdzieś tam, wciśnięta w lagunę, wioska "lokalesów". Tony śmieci, rozpadajace się "domki", kładki by jakoś dotrzeć do domu. Smutny obraz. Ogólnie San Pedro nie zachwyca. Na wąskich ulicach tłumy turystów, samochodów, wózków golfowych. Chałas, drogo, jakoś tak niesympatycznie. Siedziałęm tam trzy dni... O jeden za dużo, a może nawet i o trzy. Całe szczęście że udało się znulować jeden nocleg... Gdyby miał polecić, to poleciłbym Caye Caulker. Tam się czułem dużo lepiej. Ale tak naprawdę to nie wiem o co tyle "zachodu". Nie czułem się tam jak w raju. Ale może ja jakiś dziwny jestem.. ;) Warto tu przyjechać, jak się chce nurkować, i ma się pa...

Być jak Jacques-Yves Cousteau....

Obraz
Dziś dzień moczenia tyłka w wodzie... ;) A dokłądnie zweiedznie drugiej najwiekszej na świecie rafy koralowej... Z maską, rurką, i w koszulce, bo próba wyrównania opalenizny skończyła się popażeniem... ;) O 10 melduję się na przystani, pobieram sprzęt, i czekam spokojnie aż zbierze się reszta uczestników. W pewnym momencie, trochę się przeraziłem, jak zobaczyłem 40 osób, z czego 1/3 to podpici amerykanie... Ale na  szczeście to była grupa "półdniowa". W "mojej" łódce było 11os, i dwóch chłopaków z obsługi. Krótka instrukcja i wypływamy. Poczatek nie zapowiadał się najlepiej. Popłyneliśmy praktycznie pod mój hostel, by obejżeć koniki morskie. Hodują przy przegu kilka... Na pokaz dla turystów. Potem, 4 metry dalej, karmienie ryb. Dostajesz szprotę do ręki, trzymasz nad wodą, a ryby wyskakują i jedzą Ci z ręki... ;)  Ot taka cyrkowa sztuczka..  W końcu wypływamy na rafę. 15 min. i dopływamy do pierwszego miejsca. Mamy tam spotkać Manaty. Takie wielkie, powolne s...

Caye Caulker - czy aby napewno Raj...?

Obraz
Siedzę w hostelu w San Pedro.. Za oknem deszcz, a w Polsce dramat. Ale po kolei... Do Belize dotarłem z Livingston łodzią. 45 min, 500hp, i ląduję w innym świecie... Anglojęzycznym.. ;)  Na dzień dobry przywitała mnie para Mennonitów, i duchota dżungli. Zdążyłem jeszcze na wcześniejszy autobus. Skorzystałem z okazji że byłem pierwszy i zająłem sobie miejscówkę. Ciężko powiedzieć że wygodną, bo w Chickenbusie wygodnie jest chyba tylko dzieciom. Albo osobą wzrostu metr pięćdziesiąt ;) Za oknem krajobraz zmienia się jak w kalejdoskopie. Dżungla, pagórki, skromne chatki z bambusa, drewna, kryte strzechą. Za chwilę las, gaje pomarańczowe, trochę lepsze chatki, trochę więcej ludzi, trochę mniej gór. I potem znów dżungla, ale trochę inna. I znów góry. Piękny kraj, wielkości województwa zachodniopomorskiego.. Moglibyśmy się wymienić. ;) Po prawie 7h, kilkudziesięciu przystankach, i kilku postojach, docieram do Belize City. Miałem nadzieję że uda się od razu dotrzeć na wysp...