Posty

TRIP 2019 - Początek...

Obraz
Korzystając z faktu, iż nie mogę się oddalać od toalety, na odlegość większą niż kilka metrów,  uzupełnię wpis... Udało się znów gdzieś polecieć... I mimo iż po ostatniej wyprawie, obiecałem sobie że już nie chcę do hiszpańskojęzycznej ameryki, to jednak ta opcja wygrała z innymi... I tak, po czterech dniach, z przystankiem w Cancun, i Guatemala City, San Salvador,  po 16h w autobusach i 19h w samolotach dotarłem do Antigua Guatemala.. Dawnej stolicy Gwatemali, zniszczonej przez trzęsienie ziemi w 1773r ,   po którym władze wybudowały nową stolicę. W każdym razie, wyszło to chyba miastu na dobre... Bo zachowało swój cudowny klimat, kolory i "powiew historii"... I mimo iż mocno turystyczne, to tak naprawdę ma swój niezapomniany urok... Po dojechaniu z Gwatemali "ChickenBusem", i trafieniu do hostelu, obowiązkowo w miasto... Piękne... Niska zabudowa, obłędnie kolorowe elewacje, z nad której wystają gdzieniegdzie wieże Kościołów, lub tylko ruiny pozostałe po ...

Powrót do BA... #BuenosAires #Salewa #Yeti

Dziś żegnam się z kapryśną Patagonią... Wracam do Buenos Aires, a potem dalej do wodospadów Iguazu. Podobno warto zobaczyć... ;) Nie bardzo jest o czym pisać. Autobus o 13.30, o 18 w Rio Galegos, zakupy w supermarkecie, bo akurat był obok terminala, i taksa na lotnisko (bo leje).. A tam 8h czekania na samolot. Dramat. Jedyna miła chwila w dniu dzisiejszym, to spotkanie na stacji benzynowej w połowie drogo do Rio Gelegos, zaprzyjaźnionego rowerzysty... 120km, jechał prawie 7h.  Ale uśmiechnięty i mimo deszczu i braku kasku który mu ktoś podprowadził w hostelu, jedzie dalej. Mistrz. Z Patagonią żegnam się z mieszanymi uczuciami.. I niedosytem.. Wiem że nie zobaczyłem wszystkiego, a jedynie mały wycinek. Ale o przyczynie już pisałem. Największy problem to pogoda. Niestety. Bez niej nie ma szans na zdjęcia, i przyjemność podróżowania. A ta jest strasznie kapryśna i zmienna, czym przypomina w tym pewną bliską mi osobę... W każdym razie, to czego najbardziej żałuję, to trekking T...

Lodowiec Perito Moreno, czyli do dwóch razy sztuka... #PeritoMoreno #Chile #Argentyna #BigIce

Obraz
Dziś "wolny" dzień. Na tak zwane wytracenie. I uzupełnienie bloga i zdjeć. Nie ma co robić, bo to typowo turystyczne miasteczko, a trekking po lodowcu mam jutro. Nie było wolnego terminu na dzisiaj. A pogoda fajna. Tak więc siedzę w hostelu, dupa mnie boli od tego, bo krzesełka twarde. Weny do pisania nie mam, do zdjeć jakoś też nie bardzo, wiec tak w sumie marnuję czas... Trochę książka, trochę blog, trochę zdjęcia. I spacer jako przerywnik, bo ileż można siedzieć. W między czasie w hostelu melduje się koleś z Holandii. Rowerzysta. W podróży prawie 18 miesięcy. Zaczął w Holandii, przez Azję środkową, południową, Australię, Kanadę, USA, i dalej przez Meksyk do Argentyny. W planach Antarktyda, i Afryka. Jeden rower, cztery sakwy. Niewiarygodne. Po raz drugi w swojej podróży skorzystał z podwózki samochodem, bo dziś wiało tak, że przewracało  tiry na drodze. Wiec zmienił plany i dotarł do El Calafate na pace pic-upa. Fajny gość. Tu jego strona www.facebook.com/cyclingdut...

Z duszą na ramieniu...

Po wczorajszej „kolacji” z pomidorową w tle (bez makaronu),  dziś na śniadanie pomarańcza i trzy herbatniki…  Jest 8, pogoda bez szału, pingwiny od 11, gotówka tylko na prom. Nie ma co czekać, trzeba jechać dalej. Do stacji benzynowej mam jakieś 120 km, a w benzyny jakieś ćwierć baku. Powinienem dojechać na spokojnie.  Przez chwile rozważałem inną trasę, ale wygrała lepsza nawierzchnia…  Mijam Gaucho przeganiających owce po „goleniu”, i to w sumie tak naprawdę pierwszy raz, gdy poczułem klimat ameryki…  Jadę dalej, znaną trasą. Docieram do miasteczka, a tu niespodzianka. Stacja zamknięta, paliwa nie ma, będzie dopiero o 15. A jest 9.30. Robi się niefajnie, w baku zaświeciła się rezerwa, do najbliższej stacji mam ok.100 km. Wczorajsza decyzja o nietankowaniu w Rio Grande była błędna. Bo na granicy, gdzie liczyłem na tankowanie, można było zapłacić tylko gotówką. Nauczka na przyszłość. Nie ma wyjścia, trzeba jechać dalej, choć cały w nerwach. Przechodz...

Tierra del Fuego #TierraDelFuego #ZiemiaOgnista #Patagonia #Chile #Argentyna

Obraz
Ruszam. Bez ciśnienia "czasowego", bo do Torres del Paine, mam jakieś 300km. Częściowo słynną Rutą 40.. ;) Chciałem przejechać ją na motorze, ale może być choćby kawałek samochodem. ;) Dopłaciłem brakującą kaucję, szybkie zakupy w supermarkecie i w drogę. Pogoda ładna, więc jedzie się przyjemnie. Gorzej z krajobrazem. Nic spektakularnego. Płasko, czasem jakieś pagórki.. I tak przez większość czasu. Aż do granicy. Lekkie rozczarowanie. Ale za to w Chile zaczyna się fajnie... Widać już masyw Torre, ale jak to w Chile , szczyty toną w chmurach... Pogoda się "skiepściła". Jadę dalej z nadzieją że się poprawi. Ale do samej "bramy parku" bez zmian. Po drodze mnóstwo Gwanko, Nandu i owiec. Trzeba uważać by nie przejechać. Bo nic sobie nie robią z ogrodzenia i wyłażą na drogę. Pytam strażników parkowych o pogodę. Nie zanosi się na poprawę przez najbliższe dni.. Podobno to najgorsza pogoda od kilku lat. W tym okresie zawsze było ładnie. Ale to Chile. Moja gehe...

Sur Del Mundo, Tierra del Fuego, Fin del Mudo, Patagonia...

Obraz
Tym razem pierwsze będą zdjęcia. Bo nie mam weny ;) El Calafate                                                            Masyw Torres del Paine                                                        Chilijska wersja strusia. Nandu                                         Za cholerę nie wiem o co chodzi z tymi kapliczkami...                                                                 ...